Zakończenie sezonu 2008
Cała impreza zaczęła się już w piątek. Wieczorem pierwsi nurkowie zaczęli zjeżdżać się do przytulnego ośrodka „Klub Mazurski” w Wejsunach. Na wybór tego miejsca wpłynęło kilka czynników. Po pierwsze niedaleko znajduje się zawsze czyste jezioro Jegocin, po drugie, sam ośrodek leży bezpośrednio nad jeziorem Wejsuny. Niestety, bardzo rzadko widoczność w tym miejscu daje możliwość spokojnego nurkowania. Następnym powodem, dla którego zdecydowaliśmy się robić zakończenie sezonu nurkowego właśnie w tym miejscu był fakt, że zarówno właściciel – Mariusz, jak i manager – Magda, to wychowankowie naszego klubu.
Tak więc zaczęliśmy się zbierać. Początkowo przyjechało 4 nurków, potem jeszcze 2-ch, potem następnych kilku i tak po kolacji mieliśmy kilkanaście osób gotowych na wieczorne „odprężenie”. Cóż było robić – podłączyliśmy przywiezioną beczkę z piwem do dystrybutora, rozłożyliśmy ekran i projektor, i po kilku chwilach w sali kominkowej rozpoczął się odprężający maraton filmowy. I żeby nie było żadnych niedomówień, nie był to festiwal filmów psychologicznych czy inny intelektualny seans. Na pierwszy ogień poszła „Epoka Lodowcowa”, potem krótkie filmy z naszych nurkowań i zakończyliśmy inną produkcją dla najmłodszych. Humory dopisywały i wraz ze spadkiem wagi beczki z piwem, atmosfera ulegała łagodnemu wyciszeniu. Pierwsi uczestnicy odpływali już koło drugiej w nocy, ale reszta wytrwale dociągnęła do samego rana. Można było słyszeć muzykę i tupot nóg na parkiecie. Impreza tej nocy zakończyła się po piątej nad ranem.
Nadszedł nowy dzień. Na śniadaniu pojawiło się koło dwudziestu osób. Było to późne śniadanie. Z pełnymi brzuchami zaczęliśmy przemieszczać się w kierunku parkingu. Trzeba było zapakować sprzęt nurkowy i powoli szykować się do wypadu nad Jegocin. Wejsuny niestety nie nadawały się do nurkowania. Wizura niekiedy osiągała tam półtora metra, jednak przy pomoście było znacznie gorzej. Jegocin był więc jedynym rozwiązaniem. Zapakowaliśmy się do aut i koło 12-tej znaleźliśmy zjazd nad jezioro. Naszym oczom ukazała się znajoma droga wiodąca nad samo jezioro. W odróżnieniu od tego, jak ją pamiętałem z naszych letnich wypraw jegocińskich, tym razem droga była mocno rozjeżdżona, a koło niej znajdowały się kupki pociętego drewna. Widać leśnicy nie próżnowali. Droga była na tyle rozjechana, że nie mogliśmy się poruszać po śladach. Koleiny były na tyle głębokie, że mój bus zawisł w pewnym momencie na garbie pośrodku drogi.
Musieliśmy go wypchnąć do tyłu i potem drogę pokonywaliśmy jadąc „okrakiem”. Dojechaliśmy nad jezioro. Po krótkiej odprawie sklarowaliśmy sprzęt, podzieliliśmy się na grupy i poszliśmy do wody. Na pierwszy rzut oka, woda wydawała się bardzo przejrzysta. Jak się później okazało, widoczność nie przekraczała 4-ch metrów.
Zanurkowaliśmy. Adam Był na swoim pierwszym nurkowaniu w suchym skafandrze. Muszę przyznać, że szło mu nad wyraz dobrze, tak, że pod koniec nureczka, potrafił wisieć bez ruchu, mając równomiernie rozmieszczone powietrze w suchaczu. Tu znajomość żabki nurkowej okazała się bardzo przydatna, bo jak wiadomo, ten styl jest idealny do pływania w suchaczu. Nurkowanie trwało nieco ponad 30 minut. Osiągnęliśmy głębokość 20 metrów, jednak nie było tam nic ciekawego. Na 10 metrach widzieliśmy szczupaka częściowo zakopanego w muł. Przygotowując się do zrobienia mu zdjęcia, niestety zwiał nam i nie uwieczniliśmy go na fotografii. Potem długo wracaliśmy w litoralu, około 5-6 metrów głębokości. Po wynurzeniu rozklarowaliśmy sprzęt i pojechaliśmy z powrotem do hotelu.
Tam czekali już prawie wszyscy uczestnicy imprezy oraz ciepły obiad. Po obiedzie daliśmy sobie czas na odespanie trudów wczorajszego dnia i dzisiejszego nurkowania. Część poszła do pokojów, część została przy kominku. Około 20 spotkaliśmy się w grilowni. Jest to miejsce przed hotelem, gdzie dookoła wielkiego rusztu, znajdują się stoły i ławy, gdzie planowaliśmy imprezować przez kilka godzin. Podano zakąski, kiełbaski, ziemniaczki z grilla, sałatki, a po chwili wniesiono główną atrakcję kulinarną tego wieczoru – pieczonego prosiaka – jak to zwykle bywa, z jabłkiem w zębach. Polało się znowu piwo, co poniektórzy pili inne trunki. Dla kilku uczestników tempo na początku imprezy okazało się za szybkie, więc musieli „odpocząć” trochę w zaciszu swoich pokojów. Dzięki Bogu, że po kilku godzinach odwiedzili naszą imprezę ponownie. Gdy świnka została skonsumowana, rozpoczęliśmy konkurs polegający na złożeniu sprzętu na czas. Utrudnieniem miały być założone czapki na oczy i jak się okazało, w kilku przypadkach uniemożliwiły one dokończenie zadania. Startowało w tej konkurencji 14 osób.
Po tej konkurencji ustawiliśmy slalom z trzech butli nurkowych i rozpoczęły się zawody w bieganiu na czas – w płetwach. Tym razem zgłosiło się 9-ciu śmiałków.
Po zabawach przy grillu, w świetnych humorach przemieściliśmy się do hotelu. Tutaj rozpoczął się pokaz slajdów. Impreza przekroczyła godzinę drugą w nocy i uczestnicy przystąpili do nocnych potańcówek. Wszystko trwało do świtu, tak, że na śniadaniu spotykaliśmy się nie zawsze w świeżym nastroju. Konsekwencją naszej pysznej zabawy był brak chętnych do nurkowania i tylko 2 osoby odważyły się wejść do wody.
Nasza warszawska szkoła nurkowania kończyła obchody z okazji zakończenia sezonu. Uczestnicy imprezy powyjeżdżali do domów, często z przyrzeczeniem, że nie wezmą już nigdy Tequili do ust. Teraz będziemy mogli spokojnie czekać na następne imprezy, a przed nami jeszcze Wigilia nurkowa w naszym centrum nurkowym na Kabatach i potem rozpoczęcie sezonu, gdzie będzie można dokończyć kursy nurkowe rozpoczęte w sezonie zimowym. Zapraszamy zatem zarówno na imprezy jak i do naszego klubu.

____
Zapraszamy do czytania opisów z naszych wypraw nurkowych.
Mamy nadzieję, że lektura poniższych reportaży, zachęci Was do wspólnych nurków. Z przyjemnością opublikujemy również wasze relacje, zdjęcia i filmy z nurkowania. Prosimy o kontakt e-mailowy.