Nemo 33 [Bruksela] – 20–22.11.2009
Piątek 20 listopada
Dzień wyjazdu do Brukseli. Celem wyprawy najgłębszy basen na świecie – Nemo 33.
O godzinie 17 zbiórka na Okęciu , większość osób zmęczona całotygodniową pracą ale wszyscy ciekawi tego co mamy przed sobą . Jednak życie czasami sprawia że nie wszystko da się przewidzieć i pierwszy problem zastaje mnie już na lotnisku . Przy rezerwacji biletu dwukrotnie wpisałem własne nazwisko pomijając Piotrka… No cóż trzeba przebukować bilet. Odrobina zamieszania i niepotrzebnych nerwów, ale co tam przecież jedziemy nurkować i nic nie popsuje nam humorów.
Niestety był to dopiero początek dzisiejszych problemów.
Sam lot minął przyjemnie , nowiutki Airbus linii WizzAir, miła obsługa , i rozmowy o tym co nas czeka sprawiły że czas upływał bardzo szybko . Jednak już na lotnisku w Brukseli kolejny zimny prysznic , obsługa oderwała kieszeń z mojej walizki. W sumie strata niewielka ale… były tam wszystkie nasze dokumenty, potwierdzenia wypożyczenia samochodów, namiary na hotel i sam basen. Szybko złożona reklamacja , dała efekt w postaci odnalezienia nieszczęsnej kieszeni z dokumentami, jednak jak się za chwilę okazało nie wszystkimi. W kieszeni nie było voucherów na wynajem samochodów. Kolejny problem stał się faktem. Na szczęście nasz klub pracuje do późnych godzin więc za pośrednictwem Internetu wysłano mi jeszcze raz vouchery i po godzinnych formalnościach (myślałem że biurokracja to polska specjalność ) wsiedliśmy do samochodów. Nie mniej jednak zniecierpliwienie naszej grupy osiągnęło niebezpieczny pułap.
Po niecałej godzinie dotarliśmy do hotelu Erasme. Chwila na zameldowanie i spotykamy się w hotelowej restauracji. Tu jednak spotyka nas kolejne rozczarowanie, o tej porze już nic nie serwują. Sobie tylko znanym sposobem Tomek załatwia żeby zrobili nam przynajmniej kanapki, a część grupy wyrusza na miasto w poszukiwaniu jakiejś pizzeri. Niestety pomimo tego że Bruksela jest centrum europejskim znalezienie jakiejkolwiek restauracji czynnej po 23 stanowi nie lada wyczyn i niektórzy pójdą dziś spać z pustymi żołądkami, no może nie do końca …. :-)
Sobota 21 listopada
Sobota przywitała nas upalną jak na tę porę roku pogodą – blisko 20 stopni w listopadzie to raczej niespotykana w naszych warunkach temperatura. Śniadanie i ruszamy na miasto, w końcu jesteśmy tu na wycieczce.
Wyjazd na basen zaplanowaliśmy na 13 i po kilkunastu minutach odnajdujemy cel naszej wyprawy. Z zewnątrz budynek nie budzi entuzjazmu spodziewaliśmy się czegoś zdecydowanie bardziej okazałego. Jednak różnorodność tablic rejestracyjnych samochodów z całej europy utwierdza nas w przekonaniu że trafiliśmy we właściwe miejsce. O 14 wchodzimy na basen w środku kolejne rozczarowanie wyobrażaliśmy sobie obiekt nieco inaczej zbudowany, bardziej rozległy okazało się jednak że basen ma ok. 25 m długości i ok15 m szerokości. Jest nas 17 osób grupa która również wchodzi z nami jest liczebnie podobna, będzie ciasno… Po chwili ubieramy sprzęt. Pomimo pełnego zaufania tylko do własnej konfiguracji (w Nemo nie wolno nurkować we własnym sprzęcie) ze spokojem dobieram sobie kolejne elementy wyposażenia. Jacket Black Diamond, automat Legend w sumie na tym samym nurkuje w naszych zimnych wodach. Wskakujemy do wody, krótkie zapoznanie z topografią basenu i schodzimy w dół głębokiej na 33 metry studni jednak woda jest tak „gazowana” że mój buddy rezygnuje z zejścia na samo dno nie widząc nic poza mną. Zaczynamy więc zwiedzać wyżej położone zresztą równie ciekawe miejsca. Po 45 minutach wychodzimy, lekki niedosyt pozostał ale nic to – za 3 godziny nurkujemy jeszcze raz. W przerwie mamy zaplanowany lunch, jednak żeby nie było zbyt gładko ktoś gdzieś zgubił naszą rezerwację i wraz z Rafałem sporo się nagimnastykowaliśmy żeby przekonać obsługę do naszych racji. W końcu siedzimy przy stole. W menu dwa dania tajskie i dwa chińskie, zresztą naprawdę bardzo smaczne wiec próbujemy wszystkiego. I tak mija przerwa pomiędzy naszymi nurkowaniami. O 17 ponownie meldujemy się w wodzie, wraz ze swoim partnerem pędzimy szybko do studni aby tym razem nic nie zakłóciło naszego nurkowania . Na dnie jesteśmy pierwsi , spojrzenie na komputer 34,3 m – dopadła mnie narkoza azotowa czy też pomiar głębokości nie jest precyzyjny, nieistotne w tej chwili – wynurzamy się. Chwilę pływamy po zakamarkach basenu i pora wyjść. Na brzegu pytam wszystkich jakie głębokości notowali na dnie, okazuje się ze basen ma od 33,7 do 35 m głębokości. No to już wiem że to nie narkoza tylko kalibracja komputerów. Powoli wracamy do hotelu i szykujemy się do wyjścia na starówkę, zostawiamy samochody i jedziemy metrem . Sama starówka robi duże wrażenie, sposób w jaki światła uwypuklają jej piękno jest godny podziwu, natomiast czystość… nie musimy wstydzić się Warszawy :). Kolację jemy we włoskiej restauracji, po czym wracamy do hotelu, trzeba kiedyś odpocząć, w końcu jutro też jest dzień z duża porcją atrakcji .
Niedziela 22 listopada
Po śniadaniu wyruszamy do Antwerpii światowego centrum handlu diamentami. Jednak nie jest nam dane zobaczyć nic z tych bogactw. Po prostu w niedzielę Belgowie odpoczywają i poza kilkoma restauracjami wszystko inne jest pozamykane. Czas spędzamy więc na starym mieście spacerując i oglądając tutejsze zabytki. Po obiedzie ruszamy pod Waterloo miejsce klęski Napoleona, niestety fatalna pogoda skutecznie zniechęca nas do wejścia na kopiec usypany na pamiątkę tej bitwy. Więc „okupujemy” sklep z pamiątkami i lokalny pub. Powoli zbliża się czas powrotu. Po pół godziny jesteśmy na lotnisku gdzie oddajemy samochody i ruszamy do odprawy bagażowej. Niestety nasz samolot jest opóźniony i w Warszawie meldujemy się ok. północy.
Podsumowując wyjazd uważam, że warto zobaczyć ten basen, dwa nurkowania to ilość w sam raz żeby się nim nasycić i wrócić w dobrych nastrojach.