Egipt, Safari południowe 05.08-12.08.2010
Czwartek 5.08. Wylot do Egiptu.
Na lotnisku Okęcie umówieni byliśmy o godzinie 10:00, jednak jak to zwykle bywa, coś zatrzymało kilka osób, więc do odprawy przystąpiliśmy jako jedni z ostatnich, po czym nastąpiła „okupacja” strefy wolnocłowej. Po uzupełnieniu zapasów, wsiedliśmy do samolotu – znów jako ostatni – zgodnie z „zasadą”: przecież bez nas nie poleci J. Lot liniami Koral Blue, poza małymi turbulencjami nad Turcją, przebiegał spokojnie. Na lotnisku w Hurghadzie czekał już bus, mający zawieźć nas do Marsa Ghalib, gdzie zacumowana była nasza łódź.
Podróż na południe Egiptu zajęła nam blisko 5 godzin, ale za to w wesołej atmosferze.  Gdy dotarliśmy dość późnym wieczorem na miejsce, załoga łodzi „Blue Waves” przywitała nas kolacją, którą nieco później postanowiliśmy uzupełnić w miejscowym Sushi-barze.  Najedzeni do syta (choć i to mało powiedziane), w dobrych humorach rozeszliśmy się do kajut, nieświadomi  tego, co miało wydarzyć się już z samego rana…
Piątek 6.08. Nieoczekiwana „przeprowadzka”.
Ten dzień zaczął się zgodnie z planem: pobudka o 7 rano i wspólne śniadanie przed pierwszym nurkiem. Czekała nas jednak niemiła niespodzianka. Olivier – jeden z przewodników – zakomunikował nam tuż po śniadaniu, że łódź ma bliżej nieokreślony problem techniczny i nie może wypłynąć z portu, w związku z czym musimy się jak najszybciej spakować, wsiąść do busa do Hurghady, by tam „zaokrętować się” na inną łajbę. Każdy z nas był przekonany, że to tylko kiepski dowcip, jednak szybko okazało się, że wcale nie był to żart. Wszystkim zrzedły miny. Nieoczekiwana przesiadka oznaczała kilkugodzinną podroż do Hurghady (skąd przecież dopiero co przyjechaliśmy), a co gorsze, zmianę trasy Safari. Podczas gdy jedni, zdając się na łaskę (a właściwie niełaskę) losu, przyjęli to ze stoickim spokojem, inni głośno wyrażali zdenerwowanie i sprzeciw. Nikt z nas jednak nie miał specjalnie ochoty na nurkowanie na północy. W końcu przyjechaliśmy tu po to, by zobaczyć południe!
Po kilku nerwowych telefonach, pozbawieni wyboru, spakowaliśmy się i wyjechaliśmy do Hurghady, gdzie czekała na nas „nowa”, większa łódź – „Blue Pearl”. Nie był to jednak koniec przygód. Ponieważ łódź była „załatwiana” przez organizatorkę – Christine – w ostatniej chwili, musieliśmy dzielnie, w upale, znieść wielogodzinne oczekiwanie, podczas którego załoga uwijała się z tankowaniem, uzupełnianiem zapasów wody i jedzenia. Godziny te upłynęły nam na rozmowach o możliwych trasach safari i tym, co i gdzie możemy zobaczyć, tak by każdy był zadowolony.
Około godziny 16-tej zapadła w końcu wyczekiwana przez wszystkich decyzja – zaraz wypływamy. Była to pierwsza z dwóch dobrych wiadomości. Druga to taka, że „Blue Pearl”, w ekspresowym jak na Egipt tempie, dostała wymagane pozwolenia i popłyniemy na upragnione południe!
Tego dnia czasu wystarczyło nam jeszcze na pierwsze podczas safari zanurzenie. Na rafie Gotta Abu Ramada zrobiliśmy check-dive’a. Każdy z nas „wyważył się” tak, by uzyskać w miarę neutralną pływalność, każdy obowiązkowo „strzelił” bojkę, a przy okazji udało nam się zobaczyć także mureny, skrzydlice, skorpeny, płaszczki i inne kolorowe rybki…
Dzień zakończył się przepyszną kolacją i „zajęciami w podgrupach”. Gdy kładliśmy się spać, łódź płynęła już w kierunku południa i rafy Marsa Shoona.
Sobota, 7.08. Nie gadamy, nurkujemy!
Tym razem pobudka nastąpiła o 6:00 i już po kwadransie siedzieliśmy na decku, walcząc ze snem, wsłuchując się w pierwszy tego dnia briefing. Znaleźliśmy się na rafie Marsa Shoona, gdzie udało nam się zobaczyć kilka ryb krokodylowych, muren i skrzydlic. Wizura tego poranka, jak na egipskie warunki, „szału nie robiła”, ale po piątkowych przygodach większość wyszła z wody zadowolona.
Na drugie nurkowanie przewodnicy wybrali Shaab Marsa Alam. Zodiakami przetransportowaliśmy się w miejsce zanurzenia, by już po chwili cieszyć się widokiem wspaniałego ogrodu koralowego, w którym zamieszkują m.in. rogatnice. Jedna z dwóch grup, na które się podzieliliśmy, obejrzała również wrak łodzi safari, który leży na dnie. Druga grupa cały czas zastanawia się, jakim cudem ten wrak mogła pod wodą przegapić J.
Tego dnia zobaczyliśmy także kilka napoleonów oraz tuńczyki. Takie ryby przywitały nas podczas trzeciego nurkowania, które odbyło się na rafie Shaab Sharm.  Wiele osób, po wyjściu na łódź, jeszcze przez długi czas pozostawała pod wrażeniem tego nurkowania. Rozmowy o tym, kto co widział oraz próby zidentyfikowania poszczególnych, wypatrzonych gatunków ryb trwały między innymi podczas obiadu…
Nie spoczęliśmy jednak na laurach. Przed nami było jeszcze jedno nurkowanie tego dnia. Nurkowanie nocne na El Shleniat Wared. Podczas briefingu Abdo – nasz przewodnik – przypomniał wszystkim jak porozumiewać się za pomocą latarek i z tą wiedzą wskoczyliśmy do wody. Główną atrakcją tego nurkowania (atrakcją, która jednak u wielu wywoływała jednocześnie lekki strach) były skrzydlice, które podążały za światłem naszych latarek.
Po nurkowaniu nie pozostało nam nic innego, jak kolacja, podczas której po raz kolejny zachwalaliśmy umiejętności lokalnego kucharza oraz rozmowy i zabawy w podgrupach…
Niedziela, 8.08. Delfiny, napoleony i walka z prądem.
O 5:45 rozległo się nawoływanie „Mooooorning”. To oznaczało pobudkę i briefing przed nurkowaniem na Shaak Maksur. To, co zobaczyliśmy tuż po wschodzie słońca pod wodą to znakomity drop-off z kilkoma pinaklami na południowym plateu. Atrakcją były także barakudy, mureny i napoleony.
Przed kolejnym zanurzeniem część grupy, która starała się o certyfikat AOWD przećwiczyła swoje umiejętności nawigacyjne. Ze zdobytą podczas zajęć teoretycznych wiedzą kursanci udali się na wewnętrzną część rafy Sataya, by od teorii przejść do praktyki. Celem tego nurkowania było perfekcyjne wykonanie „trójkąta” oraz „kwadratu”. Wszystkim się udało, a niewątpliwą nagrodą była wizyta kilkunastu delfinów, która z kursowego nurka zrobiła niezapomniana przygodę. W tym samym czasie druga część naszej grupy, na tej samej rafie, ale od zewnętrznej strony, wzdłuż drop-offa nurkowała w prądzie. Rafa i ryby, które tu znalazła, w tym potężne napoleony, na wszystkich „dryfujących” wywarły ogromne wrażenie.
Podczas gdy większość z nas odsypiała zbyt krótką noc, łódź przeniosła się na Shaab Malahi. Mimo wiatru i fal, które zaczęły dawać się niektórym z nas we znaki, nurkowanie miało należeć do jednych z najprzyjemniejszych. Pod wodą okazało się jednak, że naszym głównym zajęciem (poza oglądaniem niezwykle efektownej rafy, z wieloma przesmykami i zadziwiającymi formacjami utworzonymi z twardych korali) byłą „walka” z silnym prądem. Jak dotąd był to najbardziej męczący nurek, zakończony wychodzeniem na łódź w wysokich falach.
I pewnie dlatego na nocne nurkowanie wybrała się już tylko garstka osób.  By uniknąć silnego prądu powróciliśmy na osłoniętą od wiatru Satayę. Tym razem życia pod wodą było niewiele, ale jak zawsze udało się wypatrzeć coś ciekawego – na przykład malutkie kraby przesiadujące między koralami.
Poniedziałek, 9.08. Przepiękna Claudia i podwodny „balet”.
Dzień rozpoczęliśmy (jak zwykle) bardzo wcześnie, bo już o 6 rano odbył się briefing przed nurkowaniem na Shaab Claudia. Na to nurkowanie czekała większość z nas. I nie zawiedliśmy się. Korytarze i przesmyki między wielkimi formacjami z twardych korali wywołały prawdziwy zachwyt. Niektórym udało się „odłączyć od peletonu” i zajrzeć także do jaskiń, których na Claudii jest niezliczona ilość. Wyszliśmy z wody w wyśmienitych nastrojach i z dużym apetytem… tym razem na śniadanie.
Z Shaab Claudia przenieśliśmy się na Abu Galawa, rafę, na której od 60 lat spoczywa wrak, którego nazwy niestety nikt nie był w stanie ustalić. Jego długość oszacowaliśmy „na oko” na 50 metrów, a to, co nas zachwyciło to fakt, że przez ponad pół wieku statek zdążył szczelnie obrosnąć przeróżnymi koralami. Te z kolei stały się domem dla wielu gatunków ryb i ślimaków. Dzięki temu nawet ci, którzy zazwyczaj nie przepadają za „zwiedzaniem wraków” bardzo chwalili sobie tego nurka.
Trzecie poniedziałkowe nurkowanie wypadło na El Shleniat Wared. Postanowiliśmy „zapakować się” na zodiaka i zanurkować „w prądzie”. Śmiechu pod wodą było co niemiara, bo niektórzy postanowili udowodnić, że płynąc z nurtem są w stanie zrobić najbardziej szalone figury. Zachowaliśmy jednak czujność  i pewnie dlatego wypatrzyliśmy kilka ciekawych egzemplarzy, w tym zakamuflowane skorpeny.
Przed kolacją małą, czteroosobową grupą udaliśmy się raz jeszcze pod wodę. Na Shaab Sharad znaleźliśmy mały wrak łodzi safari, a w koralach doszukaliśmy się sporej liczby krewetek i krabów.
Na koniec dnia – jak zwykle – przepyszna kolacja, po której dziewczyny wpadły na pomysł zabrania kucharza ze sobą do Polski, i tradycyjnie już zabawy w podgrupach J
Wtorek, 10.08. Wiatr, fale, prądy i… choroba morska
Elphinstone – w tym miejscu obudziliśmy się następnego poranka. To tu zaplanowano dwa kolejne nurkowania. Pierwsze z nich na północnym plateu, było nurkowaniem głębokim. Dziewczyny, które kończyły kurs Advance musiały na głębokości 30 metrów rozwiązać zadania matematyczne. A to, jak się potem okazało, choć było proste na powierzchni, pod wodą sprawiło spory kłopot. Podwodna matematyka potrafi przerosnąć każdego J.
Większym kłopotem okazało się jednak wydostanie z wody na łódź. Podczas gdy my podziwialiśmy podwodne atrakcje, wiatr bardzo się wzmógł. Pod koniec naszego nurkowania fale były już tak wysokie, że utrudniały nam wyjście na pokład. Taka pogoda towarzyszyła nam przez dalszą część dnia, a rosnącym w szybkim tempie powodzeniem cieszyły się tabletki na chorobę morską J.
Drugie nurkowanie na Elphinstone także odbyło się w towarzystwie dużych fal i silnego prądu. Płynąc wraz z prądem obejrzeliśmy tym razem południowe plateu, na którym największe wrażenie zrobił na nas stromy, niemal pionowy drop-off. Całości dopełniły pojawiające się od czasu do czasu napoleony, tuńczyki oraz siedzące w rafie mureny.
Z Elphinstone łódź przewiozła nas na Abu Dabbab. Jest to obszar, na którym znajduje się kilka mniejszych raf, ponumerowanych od 1 do 6.  My odwiedziliśmy Abu Dabbab numer 2 i 3, rafę gdzie część z nas wypatrywała głównie ślimaków, a reszta rozglądała się za żółwiami. O sukcesie po wyjściu na łódź mogli powiedzieć niestety tylko ci pierwsi J.
Po obiedzie urządziliśmy sobie konkurs skoków do wody, a po nim, ci, którym jeszcze starczyło sił wybrali się na nocne nurkowanie na rafie Marsa Shoona, gdzie główną atrakcja okazały się ogromne skrzydlice i nadymki.
Środa, 11.08. Żółwie i powrót do domu.
To był nasz ostatni dzień nurkowy, ostatnie nurkowania, które okazały się być godnym zakończeniem safari. Z samego rana, jeszcze przed śniadaniem wybraliśmy się pod wodę na rafie Marsa Umm Rus. I już w pierwszych minutach pojawiła się tuż przed nami wielka płaszczka czarnoplama. Większość z nas widziała „taką sztukę” pierwszy raz w swoim życiu. Rafa Marsa Umm Rus okazała się dla nas bardzo łaskawa. Przy niemal zerowym prądzie (co po poprzednich dniach było miłym zaskoczeniem) spędziliśmy cudowną godzinę, podczas której widzieliśmy ośmiornice, skorpeny, koniki morskie i nadymki. Dla części grupy było to już ostatnie nurkowanie, ale wcale nie był to koniec atrakcji. Najlepsze czekało tuż obok – przy pobliskiej plaży.
Po dwóch godzinach odpoczynku Abdo przywiózł nam zodiakiem dobrego newsa. Około 200 metrów od łodzi są duuuuże żółwie! Część z nas złapała fajki, maski i płetwy i od razu popłynęła za żółwiami, pozostali, założyli na siebie cały sprzęt i już po chwili także byli w wodzie. Żółwie stały się największą atrakcją tego dnia. Niemal półtorametrowe kolosy „pasły się” na dnie, na głębokości max. 2 metrów, a my towarzyszyliśmy im przez kilkadziesiąt minut. Tak, to było najlepsze zakończenie naszej nurkowej, wakacyjnej przygody, jakie mogliśmy sobie wyobrazić!
Swoje zadowolenie z safari niektórzy wyrazili napiwkami dla doskonałej załogi wyrażanymi w banknotach studolarowych.
Gdy już emocje opadły postanowiliśmy jeszcze na dowidzenia wrzucić Abdo do wody. W końcu zasłużył na to prowadząc codziennie nasze podwodne wycieczki J. Kilkadziesiąt minut później łódź zacumowała w porcie Ghalib.
Wieczorem spakowaliśmy nasze walizki do busa i ruszyliśmy do Hurghady. Na lotnisku byliśmy o 2 w nocy. Kilka godzin zbyt wcześnie. Zajęliśmy więc wszelkie miejsca, które umożliwiły nam choćby krótki sen. O 7:30 na pokładzie Airbusa 320 wyruszyliśmy w powrotni lot do Warszawy.

____
Zapraszamy do czytania opisów z naszych wypraw nurkowych.
Mamy nadzieję, że lektura poniższych reportaży, zachęci Was do wspólnych nurków. Z przyjemnością opublikujemy również wasze relacje, zdjęcia i filmy z nurkowania. Prosimy o kontakt e-mailowy.