Safari wrakowe – trasa północna 04-11.08.2011
– ten pierwszy raz
Nurkuje już kilka lat i jakoś trudno było mnie przekonać do tej formy spędzania wolego czasu jaką jest safari nurkowe. Ale perspektywa eksploracji dziewiętnastowiecznych parowco-żaglowców Carnatic czy Dunraven, o których do tej pory tylko słyszałam była silniejsza, niż strach przed wysokimi falami, chorobą morską, czy też uczucia klaustrofobii spowodowanej skupieniem 16 osób przez tydzień na bardzo małej powierzchni. A ponieważ pogoda nas w te wakacje nie rozpieszczała nadmiarem słońca, to i decyzja o pojechaniu zapadła szybciej niż myślałam.
O 8:00 w dzień wylotu, tradycyjnie spotkaliśmy się na lotnisku hali odlotów pod szybowcem, gdzie czekał już na nas Konrad z biletami do Hurghady. Następnie udaliśmy się w stronę długiej kolejki do nadania bagażu głównego, potem tylko bramki do prześwietlenia bagażu, odprawa paszportowa, samolot, 4 godziny lotu samolotem i … wylądowaliśmy w Hurghadzie. Podczas wychodzenia z samolotu przywitał nas gorący podmuch egipskiego powietrza. Jeszcze tylko zakup wizy, stempelki, odbiór bagażu, transfer do portu i oczom naszym ukazuje się cel podróży – ona łódź nurkowa Blue Waves leniwie kołysząca się na falach morza egipskiego. Szybko zleźliśmy się na pokładzie, witani przez załogę szklaneczką z sokiem owocowym. Był wczesny wieczór do wypłynięcia mieliśmy jeszcze sporo czasu, więc po krótkim zapoznaniu się z zasadami panującymi na łodzi, rozpakowaniu i skręceniu sprzętu oraz rozlokowaniu w kajutach udaliśmy się do miasta w celu rozprostowania kości i dokonania niezbędnych zakupów.
Piątek kolejny jakże ważny dzień naszej wycieczki dostaliśmy zgodę na wypłynięcie z portu. Huuuraaa!!! od jej pory wraki i rafy Morza Czerwonego były nasze, a na pierwszy ogień wybieramy rafę Gotta El Erg, na której zrobimy check dive. Jednak zanim wejdziemy do wody mamy briefing. Na tablicy zostaje narysowany szkic rafy z zaznaczonym kierunkiem płynięcia, maksymalną głębokością, czasem nurkowania. Nasi przewodnicy Abdo i Jonas przypominają nam jeszcze podstawowe znaki nurkowe oraz dzielą na dwie grupy. Około 10:30 robi się ciepło jak w piekarniku, co też jest odpowiednim momentem aby zanurzyć się w wodzie. W końcu przyjechaliśmy tu aby ponurkować a nie wygrzewać się na pokładzie w egipskim słoneczku . Na początku nie jest tak prosto mam problem z zanurzeniem, dla pewności, że uda mi się pod koniec nurkowania ustać na przystanku bezpieczeństwa dobieram jeszcze 2 dodatkowe kilogramy ołowiu. Uff ciężko, ale takie rozwiązanie wydaje mi się lepsze niż niepewność, czy przypadkiem nie wypłynę na powierzchnię pod koniec nurkowania szybciej niż wszelkie standardy dopuszczają. Części naszej grupy zaraz po zanurzeniu udaje się dostrzec na horyzoncie wielkiego błękitu zarys sylwetki „dużej ryby” angel fish. Poza tym nurek okazuje się być tym z rodzaju lightowych, pod wodą różnorodne koralowce twarde i miękkie oraz ławice małych rybek. Na zakończenie strzelamy bojkę, ta umiejętność będzie bardzo przydatna podczas tego safari, bowiem większość nurkowań okazała się być typu zodiak –zodiak.
Kolejnym celem wyprawy jest rafa Abu Nuhaszwana „stalowa rafą” a to dlatego, że u jej brzegów na skutek różnych okoliczności wiele statków zakończyło swoją podroż zamieniając się ku uciesze braci nurkowej w przepięknie poobrastane koralowcami wraki.
Na pierwszy z nich Diannis D zostajemy wywiezieni zodiakiem po obiedzie. Statek ten był zwodowany pod nazwą Shoyo Maru w 1969 roku w japońskim porcie Imbari przez Kuryshima Dock Company, uległ katastrofie 1983 roku przewożąc drewno z Chorwacji do Arabii Saudyjskiej. Warto było tu zanurkować. Część statku zachowana jest w dobrym stanie i można wpłynąć do środka. Dokoła statku widać jeszcze porozrzucane drewno, a że natura nie znosi próżni statek jest już poobrastany twardym i miękkim koralowcem, dając schronienie różnym rybkom i ślimaczkom. Przy wychodzeniu na powierzchnię falowanie jest na tyle silne, że razem z Martą musiałyśmy przytrzymać się elementów kadłuba, w celu utrzymania odpowiedniej głębokości na przystanku bezpieczeństwa. Mocne falowanie oraz dający się wyczuć prąd powierzchniowy powodował, że ciała nasze były targane bezwładnie na prawo i lewo.
Na zakończenie dnia decydujemy się na nurkowanie nocne na rafie znajdującej się tuż obok naszej łodzi. Daje nam to możliwość podglądania życia nocnego, które jest inne niż za dnia. W nocy na Rawie zaczynają żerować m. in. jeżowce i mureny. Niektórzy z nas maja szczęście dojrzeć ukrytego w rafie młodego żółwia.
Noc spędzamy na łodzi przycumowanej do rafy, a następnego dnia pobudka jak na warunki urlopowe bladym świtem o 5:30, potem briefing i około godziny 6:00 nasza grupa udała się zodiakiem na penetrację wraku Carnatic. Statek ten był typu żaglowo-parowego z widocznymi elementami konstrukcji. Nurkowanie na tym wraku jest niesamowitym przeżyciem, drewniane pokłady z końca XIX wieku dawno już uległy zniszczeniu i zostało tylko stalowe ożebrowanie kadłuba, dając tym samym możliwość penetracji jego pokładów. W ładowniach znaleźliśmy skrzynkę z rozbitymi butelkami wina, które to były transportowane tym statkiem.
Po lunchu mamy trochę czasu na odpoczynek, który bardzo nam się przydaje po kolejnym wyczerpującym nurkowaniu częściowo w prądzie i przy silnym falowaniu.
Kolejne nurkowanie to wrak statku Chrisoula K przewożącego włoską terakotę. Statek zatonął w 1982 roku i jego dziób jest wryty w rafę. Ze względu, że mój błędnik pomału zaczynał dawać znać o swoim istnieniu, podjęłam decyzję aby tym razem nie nurkować. Czasem dobrze jest sobie odpuścić, aby nie przedobrzyć i nie cierpieć przez resztę safari na chorobę morską i ból głowy. Zostaje na pokładzie razem z Agnieszką. Mamy trochę czasu, aby się poopalać, pogadać i poleniuchować jak na urlop przystało oraz podziwiać grzywy fal na horyzoncie w miejscu gdzie leżał zatopiony wrak.
Kolejny wrak, na którym nurkujemy rano to XIX-wieczny SS Dunraven, który zatonął u brzegów Beacon Rock opodal Saab Mahmoud w zatoce Sueskiej. W ostatnim rejsie ten brytyjski statek parowy przewoził bawełnę i wełnę z Bombaju w Indiach. Leży on na głębokości 30 m w pobliżu rafy, obrócony do góry dnem, przez co nurkowanie na nim daje niesamowite wrażenie jakby wszystko było powywracane do góry nogami. Pomiędzy przełamanymi częściami wraku spotkaliśmy dużego napoleona, który zupełnie nie zwracał na nas uwagi. Wrak ten był idealnym schronieniem również dla innych mieszkańców rafy: małych rybek, ślimaków nagoskrzelnych, rozgwiazd i jeżowców. Jak na swój wiek wrak jest dobrze zachowany. W koło widać połamane maszty, w środku liny, kotły parowe i pozostałości ładunku.
Kolejny dzień tradycyjnie zaczyna się wczesnym rankiem. Tym razem dla odmiany zamiast nurkowania na wraku pierwsze nurkowanie zostało zaplanowane na rafach Sharck Reef oraz Jolanda Reef wchodzących w skład parku narodowego Ras Muhammad. Jest to nurkowanie typu drop off przy schodzącej na kilkaset metrów w dół ściance. Podczas tego nurkowania część z naszej grupy miało szczęście widzieć rekina, którego cień majaczył w toni mniej więcej jakieś 20 metrów głębiej niż zakładał to plan naszego nurkowania. Dla tych, którym nie było dane zobaczyć rekina pozostała ławica przepływających obok nas dużych tuńczyków, rogatnic i makreli. Płynąc dalej w stronę Jolanty da się wyczuć spory prąd, co na moje bardzo miękkie płetwy które wyginały się we wszystkie strony było nielada wyzwaniem. Ostatnią częścią tego nurkowania było podziwianie armatury łazienkowej ze statku Jolanda, który zatonął w tych wodach a jego szczątki leżą gdzieś 200 m głębiej.
Dla odmiany, następne nurkowanie ma miejsce na rafie Shab Mahmud. Maksymalna głębokość to 18 m, jednak większość tego nurkowania ma miejsce w lagunie, gdzie głębokość nie przekracza 4-6 metrów. Korale w lagunie rosną raczej pojedynczo tworząc kępki, dlatego łatwo się tu zgubić i stracić orientację w terenie. Podczas tego nurkowania udaje nam się dostrzec sporo muren olbrzymich, niebieskich płaszczek, skrzydlic oraz pobawić z nemo.
Po obiedzie żegnamy się z rafą Saab Mahmud i udajemy do jednego z głównych celów safari jakim jest wrak statku transportowego Thislegorm.Jego pozostałości leżą na otwartym morzu, gdzie często bywają silne prądy morskie o zmiennym kierunku. W maju 1941 roku w porcie Glasgow został załadowany wyposażeniem wojennym dla VIII Armii idącej z odsieczą na Tobruk. Czekając na wejście do Kanału Sueskiego został zbombardowany 6 października przez dwa niemieckie samoloty Heinkel 111 operujące z Krety. Trafiony dwoma bombami tonie wraz z czteroma członkami załogi i pięcioma żołnierzami. Zawartość jego ładowni to prawdziwa gratka dla miłośników militariów z okresu drugiej wojny światowej. Wprawne oko bez problemu jest określić co dokładnie znajdowało się na jego pokładzie i w ładowniach czołgi oraz ciężarówki załadowane po brzegi motocyklami. Wrak jest również doskonałym schronieniem dla ryb, głównie karmazynów. Na pokładzie
swoje schronienie znalazła również murena olbrzymia, schowana pomiędzy koralowcami tak, że niektórzy będący zafascynowani robieniem zdjęć małym rybkom ledwo co uniknęli z nią „zderzenia czołowego”. Dzięki sprzyjającym warunkom (niewielki prąd, małe falowanie, dobra widoczność pod wodą) udaje nam się zrobić tu dwa nurki. Pierwszy z nich to opłynięcie całego wraku z zewnątrz dal nam możliwość wyobrażenia sobie jak duży był to transportowiec. Następnego dnia o świcie nurkujemy w środku zwiedzając dwa pokłady tego kolosa wypełnione po brzegi czołgami i ciężarówkami z motocyklami.
Kolejne nurkowanie to wrak statku – Kingstone. Tu już nie mamy tak dobrej widoczności jak wcześniej. Określiłabym ją mianem jak na warunki egipskie to trochę kiepska. Ze względu na wysokie fale nasza łódź cumuje w sporej odległości od wraku i na miejsce jesteśmy dowiezieni już tradycyjnie zodiakiem. Wrak leży na głębokości od 10 do 18 m. Kadłub jest w miarę dobrze zachowany, widoczna jest też dobrze zachowana śruba napędowa. Wpływamy przez stalową konstrukcję pokładu do wnętrza. Wrak ten chyba ma najwięcej zachowany elementów, które są łatwo rozpoznawalne nie tylko dla wytrwałych żeglarzy: kompas, kotły, bloki motorów, maszty i jeszcze druga, zapasowa śruba napędowa. Cały wrak jest przepięknie porośnięty koralami, pełny życia, ryb i bezkręgowców. Mi udało się na nim zobaczyć dwa ślimaki na tym samym koralowcu. Wokoło wraku leżą dwa maszty a do koła widać wspaniały koralowy ogród.
Po tym nurkowaniu nasza łódź pomału zaczyna obierać kurs powrotny na Hurghadę. Przed nami nurkowanie na jeszcze jednym wraku, którego nazwa już kilka razy wcześniej wpadła mi w ucho przed wyjazdem. Jest to wrak statku , którego szczątki spoczywają w okolicy Gubal Island. Jest to kolejny XIX wieczny statek, który rozbił się o rafy Morza Czerwonego. Dzięki szybkiej interwencji innego statku znajdującego się w pobliżu cala załoga oraz część ładunku została uratowana. W okolicy wraku na dnie zachowały się drewniane bębny do nawijania kabli, połamane maszty. Ze względu na przewożony rodzaj ładunku przez część nurków jest zwany „wrakiem kablowca”.
Tego dnia nurkowanie nocne dostarcza mi, Marcie oraz Gosi dodatkowe „atrakcje”. Miałyśmy płynąć wzdłuż rafy, jednak nasz zmysł nawigacyjny kazał nam w pewnym momencie zmienić trochę wytyczony wcześniej kierunek, efektem czego było wpłynięcie do laguny znajdującej się pomiędzy rafą a Gubal Island, gdzie maksymalna głębokość była ok. 4-5m. Aby nie tracić za dużo czasu na błądzenie wynurzyłyśmy się na powierzchnię, w celu określenia naszej pozycji względem łodzi. Ogółem źle to nie wyglądało, do statku było mniej więcej 100-150 m. to co nas od niego oddzielało to rafa nad którą nie dało się przepłynąć. Podjęłyśmy decyzję, aby rafę opłynąć z lewej strony i po kilkunastu minutach udało mam się wypłynąć z laguny i obrać kurs na statek. Jak się później okazało miejsce przez które dostałyśmy się do laguny było jedyne w całej rafie. Nigdzie po drodze nie było miejsca, aby przepłynąć nad rafą górą (korona rafy była na głębokości ok. 30 cm) i aby z niej wypłynąć musiałyśmy jeszcze raz przepłynąć cały bok rafy. Podczas tego nurkowania jako jedyne z naszej łodzi widziałyśmy czarne płaszczki jedną jak płynęła w toni, a drugą na dnie czym zadziwiłyśmy również naszych lokalnych przewodników.
Do końca pobytu na łodzi mieliśmy jeszcze kilka nurkowań w takich miejscach jak: Gubal Island – Bluff Point, Syul Kebira oraz Shab El Erg. Każde z nich było inne i na swój sposób niezapomniane. Na Shab el Erg pod łódź podpłynęły delfiny. Były to dwie samice z młodymi. Część z nas w pośpiechu założyła nurkowe ABC by choć przez chwilę móc cieszyć się ich bliskością. Wieść o tym lotem błyskawicy dotarła do nurków z innych łodzi cumujących w tym samym miejscu. Po chwili obok naszej łodzi było tylu nurków i snoorklów, że na wodzie można było zaobserwować co jakby morskie jacuzzi.
Środa to ostatni dzień naszego safari. Rano robimy pożegnalnego nurka na Shaab rur umm Gumar. Nurkowanie tu trochę różni się od pozostałych, chciało by się zanurkować głębiej zwłaszcza, że poniżej 25 m. widać porozwalane urządzenia z zatopionego wraku. Niestety ze względu na nocny powrotny lot, nie możemy pozwolić sobie aby tam zostać na dłużej. W drodze do Hurghady zatrzymujemy się na jednej z wysepek , gdzie możemy popływać w morzu bez sprzętu. Jednak to już nie to samo. Pobyt na łodzi wspominam bardzo miło, jak w większości wypadków okazało się, że strach przed wysokimi falami i bólem głowy „miał wielkie oczy” i obyło się bez większych sensacji.
•••
Nie tylko Monika miała obawy co do tej formy spędzenia wakacji – ja nurek (nurka?) z niewielkim doświadczeniem miałam sporego stracha nie tylko przed nurkowaniem w wodach „tak bardzo” otwartych czyli w Morzu Czerwonym, ale również obawiałam się choroby morskiej no i oczywiście „zamknięcia” przez tydzień na łodzi z obcymi ludźmi. Cóż, z całą pewnością mogę stwierdzić, że był to super spędzony czas i niezapomniane wakacje. Ale po kolei: Monika opisała szczegółowo planowe nurkowania na wrakach oraz rafach, ale safari to nie tylko super zabawa- chętni mogli podczas wyjazdu podnieść swoje kwalifikacje i co za tym idzie umiejętności nurkowe. Ja i Gosia – dzielnie zaliczałyśmy kolejne specjalizacje, aby w końcu uzyskać stopień nurka Advance Open Water Diver. Na pierwszy ogień poszła doskonała pływalność- świetnie ćwiczenia, pomagające zrozumieć, że nasze płuca to taki naturalny Jacket i świadome z nich korzystanie bardzo pomaga w nurkowaniu. Następne wyzwanie i kolejny pierwszy raz – to nurkowanie nocne. Nie wiem jak Gosia, ale ja miałam stracha przed pływaniem w „egipskich ciemnościach”. Przyznam, że zupełnie niepotrzebnie. Nocny podwodny świat jest pełen uroku. Na naszej pierwszej nocnej wycieczce spotkałyśmy super czerwonego ślimaka „spanish dancer” dużą ilość ryb i innych stworzeń, które nocą wyglądają niesamowicie, a po zgaszeniu latarek – pięknie zamigotał plankton. Doskonale widoczny za dnia podwodny krajobraz – nocą staje się tajemniczy i pełen niespodzianek. Kolejnym krokiem kursu było nurkowanie głębokie, podczas którego na 30 metrach Konrad sprawdzał naszą znajomość działań matematycznych- przyznam szczerze, iż pomimo ekonomicznego wykształcenia wyłożyłam się na ułamkach. No cóż- zawsze można to zwalić na tzw. „azotówkę”, której symptomy nasz ulubiony instruktor objaśniał nam bardzo wnikliwie przed rozpoczęciem nurkowania. No ale ponieważ kursantki były zdolne a instruktor cierpliwy – możemy pochwalić się kolejnym plastikiem – nurka AOWD.
Chętnych do ćwiczeń było więcej i podczas wyjazdu przybyło 2 nowych nurków z uprawnieniami do nurkowań na wzbogaconym powietrzu Kasia i Marcin, a także 3 nurków Rescue – Maja, Mariusz i Michał, którzy dzielnie ratowali Konrada z wymyślonych przez niego opresji i choć było ciężko – w końcu akcja ratownicza zakończyła się sukcesem.
Podsumowując mogę stwierdzić, że wyjazd był naprawdę fantastyczny- świetni ludzie, super atmosfera oraz ogrom nowych wrażeń. Jeżeli wcześniej miałam jakieś wątpliwości czy nurkowanie to jest to – z całą pewnością mogę stwierdzić TO JEST TO.
Kończąc relację z pobytu w kraju faraona dziękujemy:
• mitycznemu Neptunowi za to, że był dla nas łaskawy i po dwóch dniach uspokoił fale na Morzu Czerwonym
• załodze statku Blue Waves, która fantastycznie dbała o nasze wygody i o to abyśmy mogli się cieszyć nurkowaniem, oraz dla Guide’ów: Abdo, który prawie nie oddychał oraz dla Jonasa- miłośnika ślimaków.
Przesyłamy również serdeczne pozdrowienia dla Remika, który przeżył swój pierwszy raz lądując na Warszawskim Okęciu zamknięty przez stewardesy w pokładowej toalecie
Tekst: Monika Kur i Agnieszka Babińska

____
Zapraszamy do czytania opisów z naszych wypraw nurkowych.
Mamy nadzieję, że lektura poniższych reportaży, zachęci Was do wspólnych nurków. Z przyjemnością opublikujemy również wasze relacje, zdjęcia i filmy z nurkowania. Prosimy o kontakt e-mailowy.