Budzisławskie
Nastały Święta – Boże Ciało. Jak co roku, trzeba było świętować. W tym celu postanowiłem zrobiś świątecznego nurka w jakimś nowym jeziorze. Region Polski określiłem już wcześniej – Pojezierze Gnieźnieńskie. Trzeba było skombinować partnurka i w drogę!Jak zwykle mogłem liczyć na Izę – tę samą, która obudzona o czwartej rano została zwerbowana na wyjazd do Egiptu dwie godziny później.
Wybór okolic Kutna nie był przypadkowy – wylicytowałem na allegro jacket OMS i postanowiłem go odebrać i wypróbować.Tak więc wylechaliśmy około godziny 8 rano i mieliśmy przed sobą ok. 230 kilometrów. Na miejsce dotarliśmy około godziny 11 (jezioro Mikorzyńskie), ale miejscowa baza nie była jeszcze czynna, więc postanowiliśmy zanurkować.
Woda z brzegu nie wyglądała zachęcająco, zmieniliśmy jezioro, na Budzisławskie – najczystrze w okolicy. Na miejsce dojeżdża się przez prywatne gospodarstwo, gdzie przejazd przez bramę kosztuje 5 złotych. Nad wodą zobaczyliśmy innych nurków, którzy właśnie zaczynali się zanurzać.
To było nasze miejsce docelowe. Zrzuciliśmy szpej na plaży i powoli zaczeliśmy klarować sprzęt. O godzinie 12.30 rozpoczeliśmy pierwsze nurkowanie. Zeszliśmy do głębokości 17 metrów, potem w prawo i na głębokości 4-6 m. powrót. W sumie nur trwał ponad 30 minut i był dosyć przyjemny. Zaskoczyła mnie zmienna przejrzystość – im głębiej tym gorzej. Około 15 metra spadło do 1 metra i kontynuowanie zanurzania nie miało, moim zdaniem, sensu. Przy głębokości 5 m. Widoczność dochodziła do 6 metrów, oczom naszym ukazała się przepiękna panorama – podwodna łąka wśród stromych ścianek małego wąwozu, masa ryb. Drugiego nurka zaplanowaliśmy w lewo od cypla.
Postanowiliśmy nie zanurzać się głęboko – tak do 5-7 metrów. Skorygowaliśmy balast, Iza wymieniła maskę, która non-stop podciekała i daliśmy drugiego nura. Tym razem obyło się bez jakichkolwiek problemów sprzętowych.
Wśród ławic ryb widzieliśmy płynącego węgorza, wielkie płocie i masy okoni. Nasz podwodny spacer trwał prowie godzinę. Po wyjściu okazało się, że pogoda zmieniła się diametralnie. Ze słonecznego, letniego popołudnia na deszczowy jesienny wieczór.Przebraliśmy się i z powrotem nad jezioro Mikorzyńskie po jacket. Tam spotkaliśmy się z nurkami z CN Marlin, którzy poczęstowali nas kanapkami i herbatą i z którymi pogadaliśmy sobie miło jakieś dwie godziny. Musimy tutaj kiedyś przyjechać i zanurkować z nimi – sympatyczni, profesjonalni….no i w jeziorze sporo do oglądania. Do domu wróciliśmy w nocy.
Zapraszam do czytania kolejnych relacji.
Piotr Kędzia

____
Zapraszamy do czytania opisów z naszych wypraw nurkowych.
Mamy nadzieję, że lektura poniższych reportaży, zachęci Was do wspólnych nurków. Z przyjemnością opublikujemy również wasze relacje, zdjęcia i filmy z nurkowania. Prosimy o kontakt e-mailowy.